ŚWIADOMOŚĆ

Jedzenie sprawia mi ogromną przyjemność, a włoskie wzorce wspólnych posiłków z bliskimi tylko to potęgują. Teraz jednak ta miłość wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze w 2016 roku. W zamian otrzymałam lepsze zdrowie, mocniejsze ciało i spokojniejszą głowę. Co zmieniłam? Dziś opowiem Ci o pierwszym, ale wg. mnie najważniejszym kroku – o świadomości.

Kiedyś nie bardzo zwracałam uwagę na skład, jakość i na porę spożywanego posiłku. Niestety na co dzień często towarzyszyła mi też zasada: „byle szybko”, która w jakiś magiczny sposób musiała łączyć się z „byle pysznie”. Takie praktyki zaowocowały tym, że przyszedł czas na redukcję wagi. Wybrałam pozornie najprostszą drogę – „byle chudo”, co okazało się trudne, więc od czasu do czasu, pojawiało się coś „w nagrodę”. Zapanował ogromny bałagan. Dziś wiem, że jedzenie to nie tylko smak i emocje, ale jednocześnie odżywianie i zdrowie. Z dawnych nawyków została ze mną potrzeba „smacznie”, ale na nowych warunkach. Nauczyłam się komponować posiłki tak, żeby było i smacznie, i przyjemnie, i dobroczynnie dla mojego ciała.

Wg. mnie zmiana powinna zacząć się od sposobu myślenia o jedzeniu, bo niestety bylejakość jest bardzo powszechna. Jeśli już w ogóle czytamy informacje na etykiecie, to skupiamy się głownie na wartości energetycznej, czyli kaloriach. Jest to szalenie zdradliwe. Priorytetem powinno być bowiem nie to, ile coś ma kalorii, ale to, co poza energią, często wątpliwej jakości, podaruje naszemu organizmowi. W ramach przykładu posłużę się dość kontrastowym zestawieniem: zupka w proszku typu „gorący kubek”, która ma 35 kcal w 100 ml (skład tylko dla odważnych) vs awokado, które ma 160 kcal w 100 gr. Jednocześnie ten tłusty, kaloryczny owoc jest, mówiąc najkrócej, szalenie dla nas zdrowy, o czym możesz doczytać, np. na Poradnik Zdrowie. Co daje Ci „gorący kubek”? Intensywny smak i całe zaplecze bezwartościowej, ale oddziałującej na Twój organizm chemii. Analiza etykiet wymaga wiedzy, a później wprawy. Musiało minąć sporo czasu, nim zaczęłam swobodniej poruszać się w tym temacie. Na początek wybrałam zatem prostszą drogę, która do dziś bardzo ułatwia mi życie.

Wyeliminowałam większość produktów, które są opakowane, a szczególnie te, które mają długie opisy na etykiecie. Przyjęłam zasadę, że nie jem niczego, co zawiera niezrozumiałe dla mnie składniki, czy kombinacje liter i cyfr. Przecież warzywa, owoce, zboża, nasiona roślin strączkowych, kasze, ryby czy owoce morza, czy dobrej jakości nabiał nie wymagają skomplikowanych opisów. Nie sięgam tym samym po gotowce, zestawy przypraw i dosmaczaczy, czy wyroby typu dwa w jednym, np. jogurty owocowe. Czy moja kuchnia zubożała? Nic bardziej mylnego! Stało się wręcz odwrotnie, bo obudziła się moja kreatywność. Wydawało mi się, że upraszczam posiłki, a co za tym idzie przyjemność smaku będzie mniejsza. Początkowo rzeczywiście tak było, bo w dużej mierze do wszystkiego dochodziłam sama. Później otworzyłam się na inspiracje, kombinowanie i zabawę w łączenie smaków. Okazało się, że otworzyła się przede mną cała paleta smaków i aromatów płynąca ze świeżych produktów, ziół, oliw, czy bogatych w smak serów. Przyznam Ci się, że te ostatnie to moja ogromna słabość. Mimo dużej zawartości tłuszczy i nagonki na wyroby mleczne, której nie popieram, nie wykluczyłam ich ze swojej diety, bo są często bogatym źródłem cennego białka, np. parmezan. Uwielbiam też wieczory, kiedy wspólnie z męże skubiemy różnorodne sery i popijamy je winem. Jedzenie musi cieszyć, bo zdrowe odżywianie to nie jest trzytygodniowa dieta cud, w której trzeba wytrwać na zaciśniętych zębach, ale sposób na życie. Trzeba tylko mieć na uwadze podstawę: umiar, świadomość wartości i jakości produktu. Dlatego, np. wspomniane sery  kupuję w miejscu, do którego mam zaufanie, że produkt jest dobry, świeży i bez zbędnej chemii. Po pieczywo chodzę do piekarni, która do wypieku mojego ulubionego chleba wykorzystuje tylko mąkę żytnią, zakwas, sól i wodę. Nie ma mowy o pszennych marketowych odgrzewańcach, mimo że niejednokrotnie kuszą zapachem. Warzywa i owoce wybieram wyłącznie świeże. Takie przykłady mogę mnożyć, bo jakość jest dla mnie bardzo ważna. Nie oznacza to jednocześnie, że zwariowałam na punkcie eko, bio, itd. Bynajmniej, ale to już zupełnie inna historia.

Podsumowując.

Nie chodzi o to, aby nagle, nerwowo i drastycznie wywrócić swoją kuchnię do góry nogami. Póki co namawiam Cię do tego, aby robiąc zakupy spożywcze zadać sobie pytanie nie tylko o to, czy masz na to ochotę i czy jest to smaczne, ale też, czy rozumiesz większość słów znajdujących się w składzie i co ten produkt da Twojemu organizmowi. Za każdym razem, kiedy pojawi się wątpliwość, przypomnij sobie porównanie gorącego kubka do awokado. Właśnie ta świadomość jest pierwszym, ale wg. mnie najważniejszym krokiem ku temu, aby jeść zdrowiej i o czym się szybko przekonasz – smaczniej.

Zdjęcie publikuję dzięki Martynie Damskiej

12 komentarzy

  1. Maciek
    14 grudnia 2018
    Reply

    Zdecydowanie awokado:-)

    • Ewa
      14 grudnia 2018
      Reply

      I bardzo słusznie ?

  2. Agnieszka
    14 grudnia 2018
    Reply

    simple the best!
    ?

    • Ewa
      14 grudnia 2018
      Reply

      Agnieszka, bardzo Ci dziękuję kochana. Miło, że do mnie zaglądasz ☺️

  3. Justyna
    17 grudnia 2018
    Reply

    Mądre słowa ? proste zasady mogące wpłynąć na jakość spożywanych przez nas produktów ?

    • Ewa
      18 grudnia 2018
      Reply

      Justyna, bardzo dziękuję za komentarz. Mam nadzieję, że będziesz odwiedzała mnie częściej. Pięknego, przedświątecznego dnia ?

  4. […] skupiłam się na tym co jem, kiedy jem i jak jem. Kieruję się głównie dwiema zasadami: świadomość i czujność. Jednocześnie dbam o aktywność fizyczną chociaż przyznam, że początki były […]

  5. Martyna
    4 stycznia 2019
    Reply

    Na szczęście to, o czym piszesz kultywuję od dawna ☺️Etykiety studiuję nałogowo – również pod kątem unikania oleju palmowego. Zdarzają mi się małe wpadki (w podróżach) – np. pyszny (naprawdę!) donuts, który nie smakuje chemią. Drobne cheaty raz na jakiś czas krzywdy nam nie zrobią, przy codziennym racjonalnym żywieniu.

    • Ewa
      5 stycznia 2019
      Reply

      Martyna, czasami „grzeszymy”, to naturalne. Wg. mnie ważne jest jednak, aby robić to świadomie. Przykład? Nie jadam pszenicy. Nie chodzi o cieszący się złą sławą gluten, ale o pszenicę jako taką. Czasami jednak podczas niedzielnej kawy w warszawskiej Czytelni, do której na pewno razem się wybierzemy, zjadam mężowy połowę świeżego, chrupiącego croissanta. Mniam.

      Buziak kochana dla Ciebie ?

  6. […] złapać dystans i równowagę. Dziś podchodzę do tematu racjonalnie. Nauczyłam się czym jest świadomośći czujność, a także znalazłam swoją drogę, która daje mi przyjemność, smak i dobre […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *