DIALOG WEWNĘTRZNY, CZYLI NAJWAŻNIEJSZY KROK NA DRODZE DO ZMIANY

Zazwyczaj przygotowujemy się do wszystkiego co nowe, inne i angażujące. Przecież rzadko kiedy spontanicznie robimy remont, zmieniamy pracę, czy ad hoc idziemy na studia. Najpierw zaczynamy o tym myśleć, później planować poszczególne etapy, a później, kiedy mamy poczucie, że chociaż częściowo czujemy się gotowi – działamy. Dlaczego zatem, kiedy chcemy wprowadzić naprawdę sporą zmianę w naszym życiu i zacząć się odchudzać czy walczyć z niechcianymi nawykami, robimy to nierozmyślnie?

Z żalem obserwuję, że powszechne podejście jest takie, że wystarczy zacisnąć zęby i będzie super. Owszem, jeśli ma to być proces, który trwa chwilę, dwa tygodnie, miesiąc, no może kilka miesięcy, to tak. Pytanie, co nam po tej „walce” zostanie? Czy trwale zmieni ona jakość naszego życia i nasz sposób myślenia o sobie, o jedzeniu, o emocjach? Czy może będzie to okres przejściowy i liczymy się z tym, że gdy tylko zaniechamy działań, to wszystko może wrócić do poprzedniego trybu? Niestety zaciśnięte zęby na nic się nie zdadzą, jeśli chcemy wprowadzić trwałe zmiany, które zapewnią nam ciągłą motywację, świadome i aktywne podejście do trudności i pokus z jakimi przyjdzie nam się mierzyć, aż w końcu utrzymać efekt i komfort psychiczny. Dlatego? Dlatego, że ze skutecznym wprowadzaniem zmiany jest jak w harcerstwie. Trzeba zacząć od podstaw, stawiać kolejne kroki i dopiero kiedy uzyskamy podstawowe „sprawności”, możemy sięgać po kolejne. W tym kontekście jesteśmy bowiem jak dzieci, które najpierw uczą się trzymać główkę, później siadają, raczkują, wstają, chodzą z asystą rodzica, usamodzielniają się, a dopiero jak opanują te wszystkie elementy, to myślą o jeździe na rowerku.

Podstawą jest zatem umiejętność dialogu wewnętrznego, który jest niczym innym jak zdolnością wsłuchania się w swoje potrzeby, obserwacji swoich reakcji i nawyków, aż w końcu aktywne podejście do ich modyfikacji. Celowo używam określenia „modyfikacja”, bo jak się za chwilę przekonasz, nie chodzi o to, żeby wyrywać dotychczasowe „ja” z korzeniami. Chodzi natomiast o to, aby przejść przez ścieżkę:

UŚWIADAMIAM SOBIE
sytuację w jakiej się znajduję
|
AKCEPTUJĘ
siebie i sytuację w jakiej się znajduję
|
ZNAJDUJĘ ZACHOWANIA
które są dla mnie toksyczne
|
SZUKAM ZACHOWAŃ ZASTĘPCZYCH
które uszanują moje potrzeby, ale pozwolą mi reagować inaczej
|
UTRWALAM NAWYKI ZASTĘPCZE
aby stały się moimi naturalnymi

Uprzedzając pytanie – nawyków w zasadzie nigdy nie pozbędziemy się w 100%. One z czasem będą tracić na sile, aż w końcu staną się niemalże transparentne. Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy pokornie o nich pamiętać i być na nie przygotowani.

Wracając do dialogu wewnętrznego, to trudność z nim jest taka, że nawet jeśli znamy zasady działania i mechanizmy pewnych procesów, to nie zawsze umiemy korzystać z nich w praktyce. Przykład? Większość z nas przecież z grubsza wie, jakie produkty spożywcze są zdrowe, jakie nam szkodzą, jakie przyczyniają się do tego, że przybieramy na wadze, itd. Mimo wszystko globalnie tyjemy w oczach. Zatem mimo że znamy teorię, to nie bardzo radzimy sobie z tym, żeby zastosować ją w praktyce, a dzieje się w ogromnej mierze dlatego, że nie słuchamy siebie i nie skupiamy się na tym co robimy, jak działamy i jakie to niesie ze sobą konsekwencje. Na co zatem warto zwrócić uwagę?

1. Automatyzm, zamiast uważności

Niemalże każde działanie poprzedzone jest przez myśl. Jeśli zatem nauczymy się ją wychwytywać i kierować na odpowiednie tory, to wzmocnimy szanse na pożądaną reakcję.

2. Poczucie konieczności podporządkowania się

Przekonanie, że dieta, zmiana stylu życia, praca nad modyfikacją nawyków to czas, w którym należy całkowicie dostosować się to „zaleceń”, jest z góry spisane na niepowodzenie. Na ogół, kiedy pacjent przychodzi do dietetyka deklaruje od wejścia, że „(…) co mi Pani rozpisze, to ja zjem”. Guzik prawda, bo jeśli pacjent nie znosi, np. śniadań białkowo tłuszczowych (których zasadność podważam), to wiadomo, że długo na nich nie wytrzyma. Trzeba szukać rozwiązań dostosowanych do pacjenta, a nie dopasowywać pacjenta do schematów.

3. Przekonanie, że znaczenie mają tylko radykalne zmiany i spektakularne posunięcia, a nie drobne, stopniowo stawiane kroki. 

Kiedy już bowiem postanawiamy, że „od poniedziałku…” to sprowadza się do wypchania kalendarza szeregiem treningów, drastyczną redukcją ilości i kaloryczności posiłków i żeby tego było mało – ograniczeniem spotkań towarzyskich i tak zwanych wyjść na miasto, bo to przecież czyste zło i same pokusy. Nie konfrontujemy jednak tego z podstawową higieny naszej kondycji psychicznej, czyli pielęgnacji zasobów psychoenergetycznych, o których pisałam jakiś czas temu na profilu na Instagramie. Jeśli zbyt mocno dokręcimy sobie śrubę, to bardzo szybko zabraknie nam siły, motywacji i przyjemności z tego, w jakim punkcie się znajdujemy. Przecież idąc pierwszy raz na siłownię nie zabieramy się za podnoszenie sztangi ważącej 100 kg, tylko zaczynamy od ciężarków ważących 2 kg i stopniowo, z każdym treningiem zwiększamy obciążenie. Podobnie powinno być z procesem zmiany. Krok po kroku podnosimy sobie poprzeczkę. Podejmuj zatem jedno wyzwanie na raz.

4. Karanie się za popełniane błędy zamiast analizować, wyciągać wnioski i notować sukcesy

Gdy zjesz coś, czego nie chciałaś zadaj sobie pytanie o to, dlaczego tak się stało i co możesz zrobić, żeby to się nie powtórzyło. Ehhh, to jest temat rzeka.

5. Traktowanie zmiany w kategorii „muszę”, a nie „wybieram”.

Świadomość tego, że Ty chcesz zmiany wzmocni Twoje zaangażowanie. Jednocześnie zbyt mocna koncentracja na celu samym w sobie nie ułatwi Ci tego. Skup uwagę na planowaniu poszczególnych kroków, działaniu i powtarzaniu.

6.  Brak listy korzyści wynikających ze zmiany, a kolekcjonowanie wyrzeczeń.

Nie działaj jak chomik w kołowrotku. Postanowienie: chcę schudnąć brzmi extra, ale co za tym idzie. Wypisz sobie wszystkie benefity płynące z tego, że przestaniesz podjadać i osiągniesz pożądaną wagę. 

7.  Tworzenie bezpiecznych schematów.

Unikanie spotkań towarzyskich lub wyjazdów, to jest jedna z gorszych metod, jakie można sobie zafundować. Przez to nie uczymy się aktywnego podejścia do problemu, tylko go eliminujemy. W konsekwencji jesteśmy „bezbronne”, kiedy znajdziemy się sytuacji innej niż schemat zakłada.

Podsumowując. Jeśli chcesz mądrze, rozsądnie, ale przede wszystkim skutecznie i trwale wprowadzić zmiany, to nie porywaj się na „ambitne” i radykalne rozwiązania cud. Pamiętaj przez jaki czas pielęgnowałaś złe nawyki i jak długo zbierałaś nadprogramowe kilogramy. Aby skutecznie zmienić coś, na co „pracowałaś” latami, potrzebujesz czasu, a nie cudu.

3 komentarze

  1. 29 października 2019
    Reply

    tak tak tak.
    AMEN.
    dzięki, E.

    • Ewa
      2 listopada 2019
      Reply

      Cała przyjemność po mojej stronie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *