DZIECIĘCY FUNDAMENT

Rodzicielstwo. Może być zaplanowane i wyczekane lub pojawić się niespodziewanie. Każde zmienia życie nie do poznania i budzi wiele zupełnie nowych emocji. Nie chciałabym wchodzić w polemikę który moment życia kobiety jest lepszy, żeby zostać mamą. Czy wcześniej, żeby „różnica wieku nie była za duża”, czy może w dojrzalszym wieku, kiedy jest bardziej świadoma i doświadczona? Nie wartościowałabym żadnego scenariusza. Myślę, że po prostu każdy czas ma swoje blaski i cienie.

Rola mamy jest dopiero przede mną i szczerze mówiąc, absolutnie tego nie żałuję. Tak się bowiem ułożyło, że dopiero kilka lat temu znalazłam swoje miejsce na ziemi i mężczyznę, z którym stworzyłam prawdziwy dom. Nie zmienia to jednak faktu, że potrafię sobie wyobrazić, że kiedy na świat przychodzi ten mały człowiek, życie świeżo upieczonego rodzica bardzo się zmienia. Nastają inne priorytety, nowy rytm, nowe wartości, ale też nowe obawy. Chcemy dla swojego dziecka jak najlepiej – to naturalne. Chcemy otoczyć je troską, miłością, dać mu bezpieczeństwo i wszystko to, co najpiękniejsze i najcenniejsze.

Od pierwszych chwil prowadzi nas instynkt. Możemy próbować się przygotować czytając książki, chodząc na kursy i oglądając serie filmików w internecie, ale finalnie to nie one podpowiadają nam jak tulić, karmić, pielęgnować – słowem jak wychowywać. Jednocześnie instynkt kieruje też dzieckiem, które nas czuje i naśladuje. Przez wiele pierwszych lat życia jesteśmy dla niego niepodważalnym wzorem. To, co robimy, co wybieramy i jak postępujemy jest dla niego wyrocznią i jedyną słuszną drogą. To czas budowania jego systemu wartości, „oczywistości”, zwyczajów, tradycji, itd. Pytanie, czy wykorzystamy to mądrze i w pełni?

Dziecko przede wszystkim uczy się obserwując nas. Przejmuje nasze zwyczaje, wartości i naszą energię. Oczywiście dzieje się tak do pewnego momentu. Przychodzi czas, w którym ten młody człowiek zaczyna patrzeć na świat swoimi oczami i podejmować niezależne decyzje. Jednak podstawą zawsze będzie to, co dostanie od rodzica. Tym samym jesteśmy dla niego wzorem, który powiela. Dziecko skupia się głównie na praktyce, czyli na tym jak postępujemy, a nie na głoszonej przez nas teorii. Kiedy zatem mówimy: „Śniadanie, to najważniejszy posiłek dnia”, to nigdy nie osiągniemy pożądanego efektu, jeśli te słowa będziemy wypowiadać jedząc w pośpiechu byle co, popijając łapczywie kawą w progu drzwi, tuż przed wyjściem do pracy.

Do czego prowadzę? Zdrowie dziecka to jedna z nadrzędnych wartości. Zabiegamy o nie na wiele różnych sposobów, ale podstawą powinno być to, w jaki sposób je karmimy. Ucząc tego młodego człowieka co i jak jeść dajemy mu niepodważalny fundament troski o siebie, który najprawdopodobniej będzie powielał przez całe dorosłe życie. Bardzo chcę uniknąć krytycznego tonu, który wytyka czego, jako rodzice, nie robimy i co jako pedagodzy w szkole zaniedbujemy. Nie ukrywam jednak, że kiedy zapytałam moich obserwatorów z Instagrama, czy uważają, że dzieci powinny mieć w szkole przedmiot edukujący z podstaw odżywiania, okazało się, że 100% zaangażowanych odpowiedziało twierdząco. Zastanówmy się zatem, czy tak jak dbamy o to, żeby nasze dzieci umiały mówić, czytać, pisać, liczyć, poznawały świat i emocje, to czy uczymy je jak mądrze się odżywiać? Czy inspirujemy, jak komponować posiłki, żeby mieć siłę i energię? Czy dowiadują się od nas, co jeść, żeby było smacznie, ale i korzystnie dla ich organizmu? Czy pokazujemy im jak cieszyć się jedzeniem w mądry sposób, który nie jest efektem działania emocjonalnego? Czy w końcu pielęgnujemy, chociaż okazjonalnie, wspólne posiłki, które nadają dniu lub tygodniu przewidywalny rytm? Te wszystkie elementy stanowią filar ich zdrowia. To właśnie produkty, które codziennie je Twoje dziecko mają niepodważalny wpływ na jego rozwój, sprawność fizyczną, odporność na alergie i infekcje, a nawet na skłonność do słabości i chorób psychicznych.

Jestem realistką i wiem, że często dzielimy się taką wiedzą, jaką sami posiadamy. O jedzeniu warzyw, owoców, zbóż, nabiału i ryb mówi się coraz więcej, podobnie jak o ograniczaniu szeroko rozumianej chemii spożywczej, ale wciąż za mało donośnie. Wciąż zbyt mało z nas wie, że to właśnie nieuważna, bezmyślna dieta rujnuje nasze zdrowie. To jest dramat współczesnego świata. Wyścig z czasem i chaos emocjonalny bardzo skutecznie utrudniają nam uważność na to co, jak i kiedy jemy. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – to też często kwestia niedbalstwa. Wyobrażamy sobie, że zdrowe odżywianie to skomplikowane diety, wymyślne produkty i cały system zakazów i nakazów. Nic bardziej mylnego! Sukces składa się bowiem z małych, ale konsekwentnie stawianych kroków, o czym piszę między innymi na swoim blogu. Zacznij od postawienia tego pierwszego. Robiąc kolejne zakupy dla swojej rodziny wybierz produkty, które nie są przetworzone i nie posiadają długiego składu na etykiecie zawierającego szereg niezrozumiałych dla Ciebie słów. Zrezygnuj z gotowców, które wystarczy odgrzać lub odpiec, a kolorowe, słodkie napoje zastąp wodą. Przecież kiedy dodasz do niej kawałki owoców, to nabierze ona przyjemnego, świeżego smaku. Spróbuj, czy może ten sam owoc jest dostatecznie słodki, aby zastąpić Tobie i Twojemu dziecku chemicznego łakocia? Wprowadź drobne zmiany i wykorzystaj to, że Twoje dziecko Cię obserwuje, naśladuje i czerpie z Ciebie przykład.

Rodzicielstwo to sztuka dbania, wspierania i wychowania. Umiejętność mądrego odżywiania harmonijnie się w nie wpisuje, a jest to niepodważalny fundament zdrowia dziecka dziś i w dorosłym wieku.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *