MOMENT UWAŻNOŚCI

Przypuszczam, że znasz ten moment, w którym przychodzi Ci do głowy pomysł: „Zjadłabym coś”, albo „Mam smaka na …”, albo „Eh, ten wieczór jest tak szałowy, że co mi tam…”. Ten stan niestety nie zawsze wiąże się z uczuciem prawdziwego głodu. Zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że rzadko kiedy go dotyczy. Jemy bowiem impulsywnie, bezmyślnie, pod wpływem emocji, sytuacji i różnych stanów psychozależnych jak osłabienie, napięcie przedmiesiączkowe, czy wręcz przeciwnie – euforia.

Warto wtedy zadać sobie chociaż część pytań, którymi dzielę się z Tobą poniżej. Potraktuj to jako wyraz szacunku i miłości do siebie samej. Niech to będzie jeden z kroków na drodze do dbałości o swoje zdrowie. Chcesz się o siebie zatroszczyć? To zacznij ze sobą rozmawiać tak, jak rozmawiasz z przyjacielem, kiedy ten potrzebuje Twojego wsparcia. Jeśli nie czytałaś poprzedniego wpisu o dialogu wewnętrznym, to naprawdę ciepło Cię do tego zachęcam.

Na moment uważności składa się siedem pytań, które warto sobie zadać przed posiłkiem szczególnie, kiedy intuicyjnie czujesz, że on Cię nie odżywi, nie zatroszczy się o Ciebie, nie zadba, a jedynie na chwile zaspokoi Twoją zachciankę. Jest też duże prawdopodobieństwo, że czas, który poświęcisz sobie na pytanie i odpowiedź uświadomi Ci, że to „coś”, co chciałaś zjeść, w ogóle nie jest Ci potrzebne.

Czy jestem głodna?

Na tym etapie chodzi oczywiście o odróżnienie łakomstwa od autentycznego głodu. Kiedy uświadomisz sobie, że jedzenie często wynika z nudy, bezmyślnego odruchu lub jest reakcją na towarzyszące Ci w danej chwili emocje, to łatwiej będzie Ci dokonać świadomego wyboru i np. zrezygnować. Najważniejszy krok polega na wychwyceniu momentu, w którym robimy coś bez zastanowienia i bez jakiekolwiek komunikacji z samą sobą. Czym innym jest bowiem świadome, uważne zjedzenie nawet deseru, który absolutnie rozpieści nasze zmysły, a czym innym jest „ćpanie” orzeszków tylko dlatego, że stoją na stole.

Co mnie pchnęło?

Ponownie wracamy do emocji. Jeżeli bowiem uświadomisz sobie powód, dla którego chcesz coś zjesz, albo wręcz zdasz sobie sprawę z tego, że tego powodu nie ma, tylko chwytasz coś jak małpka, to jest duże prawdopodobieństwo, że zrezygnujesz albo chociaż w przyszłości postąpisz inaczej.

Co czułam przed?

Smutek, rozdrażnienie, bezczynność, bezradność, bezsilność, stres, złość, panika, szczęście, euforia, ekscytacja, a może podniecenie? Lista emocji, które mogą determinować jedzenie lub podjadanie jest bardzo, ale to bardzo długa. Uświadomienie sobie, że to, co zamierzasz zjeść ma być narzędziem, lekiem, sposobem na zagłuszenie lub „podkręcenie” stanu, w jakim się znajdujesz zwiększa Twoją szansę podjęcia świadomej decyzji. Jedzenie ma być przede wszystkim Twoim paliwem, które odpowiednio skomponowane będzie niosło przyjemność. Tym samym jedzenie nie może (pozwolisz, że powtórzę), nie może być narzędziem do czegokolwiek!

Co czuję w trakcie?

Po prostu. Zapytaj siebie pytanie, czy ten jeden kęs jest dla Ciebie na tyle satysfakcjonujący, że możesz poprzestać na jednym. Nie? Otóż to. Najgorsze jest to, że zjedzenie jednej kostki czekolady, jednego gryza hamburgera, czy jednego orzeszka, jest niemalże niewykonalne, jeśli Twoja silna wola nie jest w dostatecznie dobrej kondycji. Silną wolę można oczywiście trenować. Ja i moje pacjentki możemy potwierdzić, że praca nad silną wolą to proces, który trwa dość długo, gratyfikacja jest odroczona w czasie, ale kiedy przychodzą efekty, to jakość życia zmienia się nie do poznania. Zatem pamiętaj, że kiedy skusisz się raz, rzadko kiedy poprzestaniesz na symbolicznej dawce. Dlaczego? Dlatego, że w trakcie poddawania się pokusie na ogół towarzyszy uczucie ulgi, przyjemności, satysfakcji, a nawet odprężenia i ekscytacji. To są proste mechanizmy związane między innymi z procesami chemicznymi angażującymi nasz mózg, który po prostu jest hedonistą. On kocha, kiedy jest rozpieszczany. Zawsze zatem będzie dążył do przyjemności, a sabotować będzie wysiłek i wyrzeczenia.

Co czuję po?

Wyrzuty sumienia, przyjemność czy satysfakcja? Przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie, czy to co zjadłaś i sposób w jaki to zjadłaś było warte tego, żeby znaleźć się w Twoim brzuchu. Czy to Cię odżywiło? Nasyciło? Szczerze rozpieściło Twoje zmysły? A może po prostu przypominało to szybki i bardzo powierzchowny seksy – coś poczułaś, niby spoko, ale ślad pozostał mizerny. Problem z przekąskami typu chipsy, batonik wciągnięty w pośpiechu, byle hot-dog zjedzony w trasie, czy marnej jakości frytki jest bowiem taki, że nie spełniają one żadnego ze wspomnianych dobroczynnych kryteriów. W dogadzaniu sobie raz na jakiś czas nie ma absolutnie nic złego pod warunkiem, że to jest coś, co sprawi nam całe mnóstwo radości. Jednocześnie zauważ, że znaczna część przekąsek „smakuje” tylko wtedy, kiedy nasza uwaga jest rozproszona. Spróbuj zjeść kinowe nachosy z sosem serowym albo popcorm z uwagą, delektując się każdym kęsem i nie patrząc tempo w ekran. Spróbuj zjeść miseczkę chipsów analizując ich smak, konsystencję i w pełni skupiona na przełykaniu każdego plasterka bez towarzystwa smartphona lub książki. Poza przypadkami ekstremalnymi to po prostu jest niemożliwe.
Moja codzienna dieta jest skomponowana tak, aby dostarczyć mojemu organizmowi wszystkiego co najlepsze. Ma ona mnie odżywiać i troszczyć się o moje kubki smakowe jednocześnie. Nie zmienia to jednak faktu, że są takie dni, kiedy jedziemy z mężem na pizzę i wino, a obiad kończymy deserem (ah jak ja kocham lody waniliowe i crème brûlée). Kiedy jednak już się tak zdarza, to musi to być taka pizza, która totalnie rozpieści moje smakowe zmysły, a deser musi mnie po prostu rozłożyć na łopatki. W przeciwnym wypadku – nie jem. Mój organizm zasługuje na to co najlepsze nie tylko pod względem odżywczym, ale także jakościowym i smakowym. Uświadom sobie, że Twój organizm niczym, ale to niczym nie różni się od mojego! Powinien dostawać to, co dla niego najlepsze! Dlaczego zatem czasami robisz z niego śmietnik? Mechanizm, którego uczę moje pacjentki polega na tym, żeby podejmować rozważne i świadome decyzje. Jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to jest „dzień pizzy”, a ta właśnie pizza jest tym, co Cię uszczęśliwi, to ją zjedz #noguilty! Ale skubanie orzeszków gapiąc się w telewizor to nie to samo co boski obiad pełen smaku i pobudzonych zmysłów.

Dlaczego chcę zmiany?

Czy ćpanie (tak właśnie z moimi pacjentkami nazywam bezmyślne jedzenie) Ci przeszkadza, męczy Cię, masz poczucie, że krzywdzisz swoje ciało i emocje (a krzywdzisz)? Zadbaj o siebie, zrób dla siebie coś dobrego i zacznij od świadomych wyborów tego, co jesz. Nim impulsywnie zareagujesz na to, co podpowiada Ci myśl, przeprowadź ze sobą tą, wbrew pozorom, szybką rozmowę.

Jak mogę to zmienić?

Ile charakterów, temperamentów i przyzwyczajeń, tyle sposobów na zmianę. Najważniejsze od czego powinnaś zacząć, to zadanie sobie pytania nr. 1 – czy jesteś w ogóle głodna? Nie? To zostaw, nie skub, bo to niczemu Ci nie posłuży, a możesz być niemalże pewna, że na jednym kęsie się nie skończy. Jeśli odpowiedź na pierwsze pytanie nie działa, to warto przeanalizować w jakich okolicznościach i po co sięgasz? Jakie towarzyszą Ci przy tym emocje i co dzieje się z nimi po posiłku? To nie jest łatwa praca. Wymaga uważności i dobrego kontaktu ze sobą. Niektórym udaje się wypracować zmianę samodzielnie wychwytując zależności i stawiając im opór, szukając zachowań zamiennych i wprowadzając je drobnymi krokami.

Może się jednak okazać, że potrzebujesz wsparcia. Kogoś, kto pomoże Ci wychwycić mechanizmy i podpowie, jak je modyfikować. Kogoś, kto będzie Twoim wsparciem na tej drodze. Pamiętaj wtedy, że jestem tu po to, żeby Cię wspierać. Pamiętaj, że prośba o pomoc jest oznaką dojrzałości, a nie słabości. Zadbaj o siebie i zacznij wprowadzać mądre zmiany.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *