Słowa, które ułatwiają zmianę

Są słowa, określenia, sformułowania, do których przykleja się jakaś znaczeniowa łatka nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego i przeze wszystkim po co. Z taką oto łatką słowa te trafiają do powszechnego obiegu, a szczególnie do internetu, który jak wiemy, wytrzyma wszystko podobnie jak kolorowa prasa. Założę się, że nie tylko ja uważam, że im bardziej kontrowersyjny tytuł, a w ślad za nim treść, tym „lepiej”.

U mnie na blogu jest zupełnie inaczej. Dążę do tego, żeby wszystko od początku było przejrzyste i czytelne. Stąd pomysł na ten artykuł. Posługuję się bowiem regularnie zarówno tutaj, na moim profilu na Instagramie i w nagraniach na InstaStories określeniami, które może nie są dla Ciebie do końca zrozumiałe, albo co gorsza są interpretowane w sposób, jaki został Ci „zaszczepiony”. 

Poznaj zatem siedem kluczowych słów, na które warto spojrzeć inaczej. Dlaczego? 

1. Przede wszystkim podejmując jakiekolwiek zmiany bardzo, ale to bardzo ważna jest intencja, nastawienie, emocja, z jaką do tych zmian podchodzimy. Dlatego najważnjejsza z obowiązujących w moich sesjach zasad to zamiana: „muszę” na „wybieram” i „nie wolno” na „na mam inną strategię”.
2. Idę o zakład, że od razu zastanowiłaś się co ma strategia do odchudzania, zmiany nawyków, czy sposobu odżywiania? A no właśnie jest to kluczowy element, bez którego ani rusz i zaraz się o tym przekonasz.
3. Porządek to podstawa i piszę o tym nie dlatego, że jestem pedantyczną perfekcjonistką (a jestem). Z psychologicznego punktu widzenia porządek daje poczucie bezpieczeństwa, ale co ważniejsze w procesie zmiany – kontroli. Świadomość, że mamy na coś wpływ i że panujemy nad sytuacją po pierwsze chroni przez stresem, a po drugie wzmacnia poczucie sprawczości. Poczucie sprawczości z kolei to prawdziwy skarb, ale o tym wkrótce.
4. Jeżeli na samym początku drogi ułożysz sobie znaczenie i temperaturę wybranych słów, to może się okazać, że dużo łatwiej będzie Ci się z nimi zaprzyjaźnić w codziennym życiu. Po prostu. Wróć do różnicy między „nie wolno mi” a „mam inną strategię”. Sprowadza się do tego samego, ale Twoja rola w tej sytuacji jest zasadniczo inna.

No to zaczynamy. Poznaj znaczenie wybranych słów zgodnych z #slowaszczescia

Dieta. Dlaczego kojarzy Ci się z odchudzaniem? Przecież wszystko to, co wiąże się z odchudzaniem kojarzy się z wyrzeczeniem. A  dieta to nic innego jak sposób odżywiania. W zależności od tego, co w tej diecie się znajduje wyróżniamy te związane z częścią świata, np. śródziemnomorska albo te związane z eliminacją wybranych grup produktów, np. wegetariańska. Tymczasem w powszechnym obiegu uporczywie pojawia się to słowo z doklejoną łatką „odchudzająca”. Brrr na samą myśl nie chcę być na diecie (mimo że jak sobie przed chwilą powiedziałyśmy – każdy ma jakaś dietę), bo już czuję, że mi czegoś nie wolno.

Racjonalne odżywianie. Dlaczego używam tego określenia w miejsce „zdrowe odżywianie”?  Zmieniają sposób w jaki jesz. Nie chodzi o to, żeby wskoczyć w jakąś nową jakość, która diametralnie zmieni Twoje życie. Zmiana, jaką ja promuję to nauka świadomego wyboru i uwagi, o których pisałam w jednych z pierwszych artykułów, a także po prostu umiaru, o którym za chwilę. Racjonalnie oznacza równie zdrowo, ale jest według mnie jest bliższe codzienności. Zakłada, że są dni kiedy jesteś silna i dni, kiedy potrzebujesz schować się pod kocem i zrobić dla siebie coś „rozpieszczalnego”. Kiedy zjadamy ukochane łakocie, bo to jest ten dzień, to w prosty sposób zakładamy, że „zdrową dietę” właśnie trafia szlag. Jeśli jednak opanujemy dietę racjonalną, która pozwala nam być elastyczną wobec tego, co przynosi nam dzień, to nie mamy poczucia, że chwytając za łakocia niszczymy coś co zaczęłyśmy. Dieta racjonalna pomaga nam tylko wybrać jaki to będzie łakoć i ile go zjemy. Tu płynnie przechodzimy to jednego z moich ulubionych słów w kontekście jedzenia.

Umiar. Temu słowu poświęcę zapewne najwiecej uwagi. Mój tata mawiał, że wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. Otóż to! Bez umiaru żadna racjonalna dieta nie ma racji bytu. Sztuka jedzenia, które jest dobre dla naszego zdrowia, ciała (jakość, siła i odpowiednia masa), które sprawia nam przyjemność i które nie jest dla nas ciężarem psychicznym, opiera się właśnie o rozwagę. Zaznaczyłam już ten temat na swoim profilu na Instagramie -> koniecznie rzuć okiem. Umiar jest ściśle powiązany ze skupieniem. Trzeba bowiem zrobić ten jeden wysiłek i jeść uważnie. O tym, jak to robić, przeczytasz w tym -> artykule. Kiedy nauczymy się jeść mówiąc najprościej wolno i dokładnie, wtedy łatwiej będzie nam ustalić samej ze sobą, czy napewno kolejne kęsy nas uszczęśliwią. Poza tym nie jestem entuzjastką eliminacji produktów, szczególnie tych typowanych przez trendy. Nie każdemu też służy liczenie kalorii. W utrzymaniu zdrowia i tego, na czym zapewne zależy sporej części moich obserwatorek, czyli szczupłej sylwetki, najlepiej sprawdza się właśnie technika umiaru. Wystarczy bowiem mniej, połowę, bez dodatkowej polewy, albo bez bitej śmietany, czy sosu. Nie żyj w poczuciu wyrzeczenia, ale w samokontroli i chwili refleksji, czy oby napewno ten deser, czy ta polewa jest Ci serio niezbędna do szczęścia? Wiem, że na początku może się to wydawać troszkę skomplikowane. Pamiętaj jednak, że zawsze możesz pogadać o tym ze mną na Skype.

Plan. Powiem krótko – bez tego żadna zmiana nie może się udać. Weź kartkę, długopis i zacznij od zdefiniowania swojego celu. Zadbaj o to, żeby był najbardziej precyzyjny jak się da. „Chcę schudnąć” to cel, ale abstrakcyjnie ogólny. Skoro utrata kilogramów to jest coś na czym Ci zależy, to zadaj sobie pytania pomocnicze: ile, w jakim czasie, kiedy, ale przede wszystkim dlaczego i po co. Jeśli chcesz schudnąć zastanów się jakie są Twoje oczekiwania wobec zmiany i wobec efektu końcowego. Chudniesz i co dalej? Jeśli bowiem  myślisz, że zmieni się cokolwiek poza cyferkami na wadze, kondycją Twojego ciała i ewentualnie Twoim subiektywnym jego odbiorem, to jesteś w błędzie. Jeśli stracisz na wadze to zmienisz się Ty fizycznie, może wzrośnie Twoja pewność siebie (chociaż z doświadczenia moich pacjentek wiem, że nie koniecznie), a nie otaczający Cię świat! Jeśli jednak utrzymujesz swój cel, sprecyzowałaś go tak bardzo, jak tylko się da, to stwórz plan działania. Bez niego nie ruszysz z miejsca, a jeśli ruszysz, to zapewniam Cię, że chaotycznie i krótkotrwałe. Wtedy cel na zawsze pozostanie tylko celem. Nie wiesz jak się za to zabrać? No właśnie po to tu jestem ->  żeby Ci pomóc.

Strategia – skoro jest cel i zakładam, że jest też plan, to musi być i strategia. I tego właśnie słowa używam zamiast słowa motywacja. Cel do efekt, jaki chcesz osiągnąć. Plan, to ogólne kroki, jakie będziesz stawiać na drodze do celu. Na przykład: chce schudnąć (-> cel) więc będę bardziej aktywna fizycznie (-> plan). Jeśli jednak na tym poprzestaniemy, to jest duże prawdopodobieństwo, że nic ponadto się nie wydarzy. Noooo może kupisz karnet na siłownię i pójdziesz raz czy dwa. Strategia to precyzyjnie określone punkty, które będą realizowane w określonej kolejności, w określonym czasie, ale przede wszystkim które będę wpisane w Twoją codzienność. Generalnie uwielbiamy się motywować. Wspomniana kolorowa prasa aż pęka w szwach od energetyzujących frazesów. Co nam jednak z tej motywacji, jeśli nie wiemy jak wcielić w życie to, co chcemy osiągnąć? Od gadania mało co się wydarza. Dlatego właśnie strategia to jedno z moich słów focus na ten rok. Kocham, kiedy wszystko jest dobrze organizowane i kiedy działa bezbłędnie. Jedyny sposób, w jaki możesz to osiągnąć, to dobrze stworzona strategia działania. Nie bądź „lepszą wersją siebie”. Bądź po prostu lepiej zorganizowana i bardziej skuteczna. 

Równowaga idzie w parze z racjonalną dietą i umiarem. Jestem z tej „szkoły” psychodietetyki, która zakłada, że jeśli czujesz, że masz ogromną chęć na coś, to odmawianie sobie tego niejednokrotnie się mści. Powstrzymując się przed zjedzeniem jednego ciasteczka ochota często tak rośnie na sile, że po kilku godzinach zjadasz całą paczkę. Nie ma gorzej. Jeśli jednak już wychodzić poza standardowe schematy (tak tak, celowo nie używam słowa grzech) to niech to będzie coś tak pysznego, że głowa mała i niech tego będzie, np. część. Lody? Wspaniale, ale może na spółkę? Wiesz, co mam na myśli? To jest właśnie równowaga. Idealnie sprawdza się tu zdefiniowana przeze mnie zasada trzech R, czyli reakcja (na bodziec) – rozkosz (czyli radość z posiłku nawet jeśli wiemy, że odbiega on od założonych standardów) – rozwaga. 

Automatyzacja to słowo, któremu poświęcę osobny artykuł. Dla przyzwoitości jednak wyjaśniam, że jest to bardzo komfortowy stan naszego mózgu, dla którego dana czynność jest już tak oczywista, że nie musi się na niej skupiać. Automatyzacja to integralny element związany ze zmianą nawyków i osiąganiem założonych celów. Bardzo wygodny, bardzo potrzeby i … wbrew pozorom nie taki trudny do osiągnięcia. 

Jeśli śledzisz moje InstaStories to możliwe, że wychwyciłaś hashtagi, które się na nich pojawiają. Kojarzysz je? Do tej listy dochodzą dziś #slowaszczescia. Słowa, które mam nadzieję są pierwszym rozdziałem Twojej przygody ze zmianą na lepsze. Mnie i moje pacjentki ta przygoda zaprowadziła do nowej jakości życia. Dołączasz?

P.S. Mam swoje ulubione narzędzia, które ułatwiają mi planowanie i budowanie strategii. Jeśli chcesz, abym napisała o nich osobny artykuł to daj znać w komentarzu. Opowiedziałabym Ci między innymi jak korzystam z mojego plannera od Minimalife, bez którego dziś nie wyobrażam sobie życia jako blogerki i psychodietetyka. Podzieliłabym się też listą twórczyń internetowych, które bardzo mnie inspirują do pracy, do działania i pomagają w konsekwencji.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *