Kategoria: Emocje

Z żalem obserwuję, że powszechne podejście jest takie, że wystarczy zacisnąć zęby i będzie super. Owszem, jeśli ma to być proces, który trwa chwilę, dwa tygodnie, miesiąc, no może kilka miesięcy, to tak. Pytanie, co nam po tej „walce” zostanie? Czy trwale zmieni ona jakość naszego życia i nasz sposób myślenia o sobie, o jedzeniu, o emocjach? Czy może będzie to okres przejściowy i liczymy się z tym, że gdy tylko zaniechamy działań, to wszystko może wrócić do poprzedniego trybu? Co zrobić, aby wprowadzi zmiany na zawsze?

Wartość relacji z jedzeniem jest bagatelizowana, przez co możemy mieć trudność z prowadzeniem tak zwanego zdrowego stylu życia. Może to też niestety prowadzić do wielu trudnych dla nas doświadczeń takich jak nadwaga, otyłość, jedzenie emocjonalne, upośledzenie relacji z otoczeniem, zaburzenia odżywiania, a nawet stany depresyjne. Staram się unikać generalizowania, ale obserwuję, że idziemy naprawdę w ryzykownym kierunku. Żyjemy bowiem w pośpiechu, jesteśmy przesyceni bodźcami, przestymulowani do działania, otoczeni szeroko rozumianym nadmiarem wszystkiego, a cisza stała się luksusem.

Nie można żyć w poczuciu zakazów i nakazów. Nie chcę popadać w zbyt emocjonalne tony, że życie jest krótkie, że trzeba brać z niego garściami i że trzeba cieszyć się każdym dniem, ale tak właśnie uważam. Staram się pogodzić drzemiącą we mnie włoską naturę, która każe mi się skupić tylko na przyjemnościach, z potrzebą kontroli i poczucia słuszności dokonywanych wyborów. W moim przypadku oznacza to zatem świadomą dietę pełną harmonii.