Moje sposoby na spokojne myśli

Każda z nas ma w swoim życiu tak zwane trudne momenty. Powodują, że szczególnie mocno szukamy wtedy sposobów ukojenie nerwów i emocji. Zauważyłam, że jest to czas, w którym mniej lub bardziej śmiało otwieramy się na nowe. Jestem oczywiście daleka od generalizowania. Mam jednak takie poczucie, że kiedy sił prawdziwie brak, to dopuszczamy do siebie rozwiązania i sposoby, o które wcześniej byśmy siebie nie „podejrzewały”. I bardzo dobrze. Takie otwarcie, poszukiwanie i próbowanie nowego bardzo nas rozwija. To jest właśnie ten rozwój, o którym pisałam. Kocham ten stan – doświadczam i oceniam na ile to „nowe” jest moje.

Zaryzykuję stwierdzeniem, że dosłownie wszyscy przechodzimy teraz naprawdę trudny czas. Pandemia budzi przede wszystkim strach o zdrowie nasze i naszych najbliższych. Powoduje ogromny dyskomfort związany ze zmianą codziennego rytmu na wielu płaszczyznach. Wiele z nas pracuje i funkcjonuje w nowych, nienaturalnych warunkach. Do tego dochodzi obawa o pracę, poczucie krzywdy wynikającej z ograniczeń i paraliżująca niepewność, co będzie dalej. A przecież prawda jest też taka, że życie toczy się własnym rytmem i wirus nie ma monopolu na bycie jedynym źródłem strachu. Niekiedy jednocześnie borykamy się z „czymś jeszcze”. To nie sprzyja szeroko rozumianemu mindfulness. Przede wszystkim trzeba w takich chwilach pamiętać, że mamy prawo nie mieć siły.

Czas poszukiwań

Fascynujące, jak w tej sytuacji odnajdują się użytkownicy mediów społecznościowych. Po jednej stronie kwitną wszelkiego rodzaju kursy i szkolenia online. Obserwuję wysyp darmowych prelekcji i webinarów. Z wielu stron czuję się atakowana nowymi produktami, eBookami, promocjami i projektami. Wszystko w duchu: „Nie trać czasu, wykorzystaj go dla siebie”, „Postaw na rozwój osobisty”. To powoduje, że poza strachem dochodzi taka internetowa presja nadrabiania zaległości.

Oczywiście nie ma w tym nic złego. Sama z niektórych propozycji korzystam. Chwilami jednak czuję się tym naprawdę przygnieciona. Z resztą nie tylko ja. W jednym z ostatnich newsletterów od Natalii, która tworzy uwielbiane przeze mnie plannery Minimalife przeczytałam: „Nie mam ochoty teraz na wzmożony rozwój, mam ochotę złapać dystans do tej całej sytuacji i wziąć głęboki oddech.” Podobne głosy płynęły z ankiety przeprowadzonej przez Elizę Wydrych. O ile dobrze pamiętam to ponad 70% jej obserwatorów odpowiedziało podobnie, jak Natalia.

Nie oceniam żadnej drogi, bo każdy radzi sobie w trudnych sytuacja tak, jak potrafi. Każdy działa intuicyjnie. Należę do tych, który przeżywają więcej. Moje potrzeby są różne w zależności od dnia. Jednego idę totalnie w pracę, a innego stawiam na relaks, wyciszenie i banalne robienie nic. Chwilami chowam głowę pod koc. Nie znam jednego dobrego sposobu, na to, żeby zapanować nad wypełniającym ciało niepokojem. Nie wiem też, jak mogłabym Ciebie w tym wesprzeć. Jedyne, co mogę zrobić, to opowiedzieć o tym, jakie są moje tricki.

Wrażliwiec

Przyznam, że mam spore doświadczenie w poszukiwaniach dróg do spokoju. Jestem bardzo wrażliwa, a jednocześnie nie bardzo umiem się żalić. Łączę w sobie wiele cech, które czasami tworzą trudną mieszankę. Mocno przeżywam zarówno to, co piękne, jak i to, co boli lub straszy. Negatywne emocje prowokują u mnie mocniejsze bicie serca i przyspieszony oddech, a te prowokują galopujące myśli. Za myślami idzie ciało, które nienaturalnie przyspiesza, żeby szybko opaść z sił. W środku burza, a na zewnątrz absolutna flauta. Dlatego podstawą ukojenia emocji jest u mnie uspokojenie myśli. Sposobów mam kilka i uprzedzam, że każdy banalny. Rozpisałam się jak szalona, zatem resztę zreferuję w telegraficznym skrócie. Kolejność jest przypadkowa.

Ostatnio zaczynam dzień od bezruchu.

Jakkolwiek brzmi to abstrakcyjnie, to tak właśnie jest. Dziesięć minut porannej medytacji powoduje, że po przebudzeniu odwlekam moment, w którym głowa zaczyna mi pracować. Moja medytacja wygląda bardzo prosto. Przyznaję, że nie zabiegam o całą typową dla tej praktyki otoczkę. Wstaję z łóżka, zostawiam zasłonięte zasłony, dzięki czemu w sypialni jest naprawdę bardzo ciemno. Siadam wygodnie na kapie, która leży na podłodze, po tym, jak poprzedniego wieczora ściągnęłam ją dość niechlujnie z łóżka. Rozgrzewam Palo Santo i po prostu skupiam się na oddechu. Medytuję od dawna, ale zawsze robiłam to bardzo intuicyjnie. Czuję, że przyszedł czas na bardziej świadomą praktykę.

Oddycham bardziej.

Kiedy mam trudny czas sesja głębokiego wdechu i oczyszczającego wydechu staje się prawdziwą podstawą. Pomaga mi się zatrzymać i powoduje, że myślę po prostu wolniej. Daje szansę spojrzenia na siebie chociaż przez chwilę z perspektywy. Po takie świadome oddychanie sięgam ilekroć czuję potrzebę, nawet kilka razy w ciągu dnia . Czasami trwa to chociażby kilkadziesiąt sekund, ale wystarcza. Oddychania uczyła mnie lata temu moja przyjaciółka, która prowadzi Treningi Podświadomości.

Gorąca i słodka owsianka pachnąca cynamonem.

Myślę, że tu słowa są zbędne. Płatki owsiane to mój absolutny superfoods. Jedząc uważnie tą esencję dobra nie tylko czuję rozkosz smaku, ciepło wypełniające mój brzuch, ale też trudny do wytłumaczenia spokój, że wszystko się ułoży. Brzmi abstrakcyjnie? Trudno, ale mnie owsianka naprawdę koi. Dziś zjem większą porcję.

Dbam o zapach.

Perfumy, olejki eteryczne, świece, kadzidła. Uwielbiam otulać się zapachem. Zapewne używam go zdecydowanie za dużo, ale cóż. Potrafi on stymulować mnie do działania albo właśnie ukoić, wyciszyć. Moim aktualnym faworytem w kategorii zapachu wypełniającego przestrzeń jest Palo Santo. Spróbuj, serio.

Słucham całym ciałem.

Wrażliwość na dźwięki zaszczepił mi mój ojciec. Mój dom zawsze był wypełniony muzyką. Ona towarzyszy mi w każdym moim nastroju. Zawsze mi pomaga, dlatego niemalże codziennie dzielę się na blogu nową playlistą. Może i Tobie przyniesie przyjemność.

Troskliwy dotyk

Jak wiesz, dbam o siebie głównie poprzez to co i jak jem. Jestem z tych kobiet, które wolą zapobiegać niż maskować. W łazience mogę godzinami realizować swoje rytuały pielęgnacyjne, ale na makijaż szkoda mi czasu, energii i skóry. Uwielbiam, kiedy zamykam się z łazience, nalewam do wanny wodę, porcję olejku i kilka kropel lawendy. Delikatne mycie, masowanie, a później balsamowanie, to coś, co sprawia, że moja bardzo wymagająca skóra jest zaopiekowana, a zamysły ukojone. Dążę do świadomej pielęgnacji i na pewno raz na jakoś czas będę się nią z Tobą tu dzielić. To nowy dział, ale dziś wiem, że będę miała dużo przestrzeni na pisanie, więc zapewne szybko będzie się zapełniał.

Układam poukładane

Perfekcjonistka, pedantka i minimalistka. Uwielbiam, kiedy nie otaczają mnie zbędne przedmioty i kiedy wszystko ma swoje miejsce. W pewnym sensie, daje mi to poczucie kontroli, a to z kolei trudne to wyjaśnienia, ale bardzo przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Mimo że w mojej garderobie, kuchni, łazience czy sypialni panuje absolutny porządek, to kiedy już całkiem nie wiem, jak się odprężyć – układam. Zmieniam koncepcję i szukam nowego klucza. To proces przypominający wyzwanie, stworzenie koncepcji, realizację i poczucie satysfakcji. Nie wiem, jak oceniłby to psycholog, ale u mnie to działa. Kocham ład i harmonię.

Piszę, bo mniej mówię

Pisanie to moja ogromna pasja. Nie wyobrażam sobie codzienności bez tworzenia treści. Przynosi mi ono nie tylko satysfakcję, ale też pomaga się wyciszyć. Często sprawia, że zaczynam funkcjonować jakby w równoległej rzeczywistości, w której jest mi wygodniej i w której wszystko jest prostsze. Ta chwila, w której dostaję od moich obserwatorek na Instragramie wiadomości pełne słów wdzięczności, radości i ciepła jest dodatkową motywacją do działania.

To tylko kilka z moich sposobów. Po każdy sięgam intuicyjnie, ale każdy zawdzięczam uważności i wierze, że słuchanie siebie zawsze przynosi najlepszą odpowiedź. Uczciwie ze sobą pogadaj i naprawdę wyznaczyć sobie priorytety. Zapewne powiesz mi, że nie masz teraz na to ani czasu, ani nie masz do tego głowy. Nie gniewaj się, ale to bzdura. Pomyśl, że jeśli całkiem opadniesz z sił, to nie będziesz wsparciem dla nikogo. Twoje zdrowie i twoja siła to fundament, dzięki któremu będziesz mogła być „skuteczniej” dla siebie i bliskich. Przeczytaj ten wpis i przemyśl go sobie. Lubię planować, więc to, do czego Cię namawiam, to zaplanowanie sobie, że chociaż 40 minut dziennie jest tylko dla Ciebie. Brzmi jak luksus? Cóż. Odpowiem Ci parafrazując pewną reklamę: „Jesteś tego warta”.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *