Chodź, zmienię Twoje życie.

Żyjemy w ciągłym pośpiechu. Lista obowiązków jest długa, a czasu zawsze za mało. Instynktownie wyznaczamy więc priorytety. Praca to konieczność, której nie możemy zaniedbywać. Dla większości z nas jej tryb z uwagi na „koronasytuację” bardzo się zmienił. Trudno ocenić, czy teraz jest łatwiej, czy trudniej. Myślę sobie, że każda z nas ma po prostu inaczej. Prawdopodobnie wciąż poświęcamy jej jednak znaczną część dnia, dużo energii i niestety emocji. Równolegle próbujemy skupić się na najbliższych. To zrozumiałe, że chcemy się o nich troszczyć, szczególnie teraz. Dbamy o domowe ciepło, staramy się zapełnić dzień naszym dzieciom i pilnujemy spokoju naszych seniorów. Czujemy się w obowiązku zadbać o ich bezpieczeństwo i komfort tak fizyczny, jak i psychiczny. Po drodze jest też wiele czynności, które pominięte przypominają o sobie w najmniej odpowiednim momencie. Mówiąc krótko – nieustannie mamy „ręce pełne roboty”.

Niepełne priorytety

Dopiero na końcu tej listy znajdują się potrzeby osoby, która powinna być nam równie bliska – nas samych. Niestety. Często poświęcamy sobie uwagę dopiero wtedy, kiedy nasze baterie są na wyczerpaniu. Wówczas zarówno ciału, jak i emocjom coraz trudniej jest sprostać wyzwaniom codzienności. To jest jak działanie matematyczne. Kiedy mamy zero i odejmiemy od zera jeden, to mamy minus jeden. Jest to zjawisko, które kompletnie nie dziwi nas w teorii, ale czy zdarza się z przyrodzie? Czy ma rację bytu w rzeczywistości? Otóż moja droga – nie.

Druga strona tego medalu jest taka, o której pisałam w jednym z wpisów na moim profilu na Instagramie. Zwlekamy, odkładamy i czekamy na tę specjalną okazję. W pewnym sensie to rozumiem. Wiele lat dorosłego życia miałam takie właśnie podejście. „Miałam sukienkę na specjalne okazje, perfumy, których zawsze szkoda było mi używać i podróże, które mogły poczekać. (…) Prawda jest taka, że moja sukienka okazała się dziś na mnie za duża, perfumy kilka dni temu przypadkowo zbiłam, a podróże – same rozumiecie, że po prostu muszą poczekać”.

Jestem kobietą sukcesu

Myślę, że te z Was, które znają mnie chociażby z Instagrama są przekonane o tym, że powyższe zdanie jest prowokacją. Zaskoczę Was – i tak i nie. Ja naprawdę uważam, że na przestrzeni ostatnich lat odniosłam sukces. Myślę, że w odpowiednim czasie znalazłam się w odpowiednim miejscu. Dałam sobie luksus zatrzymania się na chwile i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Zobaczyłam scenariusz, który niestety na wielu płaszczyznach po prostu nie był dla mnie. Jakkolwiek zabrzmi to banalnie, wsłuchałam się w głos swojego serca. Trudność polegała przede wszystkim na tym, że to co usłyszałam nie było proste. Jak mawiają mądre głowy – czasami wolimy kłamstwo od prawdy.

Początkowo zatem moja nowa droga była nie tylko niełatwa, co niewygodna. Okazało się, że biegnę z rozpędu dbając o wszystko i wszystkich wokół, a znów pomijając moje prawdziwe potrzeby. Moja praca zawodowa była jak naprawdę skutecznie utrwalony nawyk. Wykonywałam ją przez prawie 12 lat tylko dlatego, że była i że potrafiłam na niej zarobić niemałe pieniądze. Czy się spełniałam? Miałam satysfakcję? Czułam, że robię coś potrzebnego? I wreszcie – czy mogłam skupić się na pisaniu? Nie.

Nowe i ekscytujące, czyli nauka uważności.

I tak zaczęła się moja nowa przygoda. Przyznaję, że pełna obaw poszłam w nieznane. Rytmiczny oddech utrzymywał się tylko dzięki temu, że coś w środku mówiło mi, że jakkolwiek wygląda to absurdalnie, to robię słusznie. Pogadałam ze sobą i doszłam do wniosku, że czas przestać czekać na lepszy moment. Czas zacząć używać ulubionych perfum nawet, jeśli całymi dniami, tak jak teraz, siedzę w domu. Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli.

Przysięgłam sobie, że otwieram się na każdy detal, każdy szczegół. Skupię się na tym, żeby być tu i teraz. Wiedziałam bowiem, że będąc w przeszłości lub planując wielką przyszłość troszkę jakby nie było mnie wcale. Brzmi to patetycznie, wiem. Nie mniej jednak, tak uważam. Uważność, tak naprawdę dała mi nowe życie, bo pokazała mi, co tak naprawdę kocham, co tak naprawdę chcę od siebie dać i jak piękna jest chwila, którą właśnie przeżywam. Zdałam sobie sprawę, że jeśli chcę dbać o bliskich, być ich oparciem, dać im ciepło i poczucie bezpieczeństwa, to muszę zacząć od siebie. 

Lawina

Zaczęłam od zmiany pracy. Oczywiście nie skoczyłam na główkę w nieznane. Jestem za to zbyt rozsądna i zbyt mocno cenię sobie plan. Sukcesywnie, ale zdecydowanie wyciszałam stare, jednocześnie ucząc się nowego. Cóż to za nowe? Celowo pomijam wątek mojego do niedawna wątłego zdrowia. Tym z Was, które może są na moim blogu po raz pierwszy wyjaśnię tylko, że między 1983 a 2016 zdrowie było moją najsłabszą stroną. To uważność doprowadziła mnie jednak do miejsca, w którym zaczęłam je sukcesywnie odbudowywać. Dziś jestem zdrowa, silna i pełna energii do tego, żeby dzielić się z swoją wiedzą i doświadczeniem. To uważność bowiem zaprowadziła mnie do nauki dietetyki, a później do studiów z psychodietetyki. To przede wszystkim dzięki wsparciu mojego męża i kwitnącej we mnie uważności dałam sobie przyzwolenie na oddanie się swojej pasji pisania.

Wybierz sobie punkt i popatrz na niego przez chwilę

Ciężko budować coś dobrego dla siebie, jeśli nie zacznie się chociażby od symbolicznych prób ujarzmiania stresu i napięcia. Odpoczynek, regeneracja, wartościowy oddech albo chociażby zatrzymanie się na chwilę, daje przestrzeń do bardziej świadomego przeżywania tego, co się wokół nas dzieje. Chociaż chwilowe skupienie na wykonywanej czynności, czy na sytuacji w jakiej się aktualnie znajdujemy, ma naprawdę zbawienną moc. Jednocześnie warto uzmysłowić sobie, że jakość naszego życia jest ściśle związana z jedzeniem.

Dlatego właśnie moje nowe życie zawodowe związałam nie tyle z dietetyką, co z psychologią diety. Utwierdziłam się bowiem w przekonaniu, że jest tak, jak pisałam wcześniej. To, co zgadza się matematycznie nie musi mieć swojego przełożenia na rzeczywistość. To, że przyjmiemy jakieś założenia ilościowe i teoretyczne, to konfrontując je z rzeczywistością okazuje się, że cel mija się z efektem. A przecież to jedzenie nas buduje i daje siłę zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Trzeba zatem znaleźć taką dietę i takie z nią relacje, aby wszystko działało jak należy. Tu cyferki nie mają nic do rzeczy.

Odniosłam sukces

Dlaczego tak uważam? Dzięki wsparciu bliskich mi osób i swojej sile woli zmieniłam życie zawodowe. Znalazłam w sobie wrażliwość i odwagę, dzięki którym usłyszałam głos swojego serca. Dokąd mnie to zaprowadziło? Może nie mam nie wiem jakich zasięgów na social media, a mój blog jest jednym z milionów innych, podobnych. Nie przeszkadza mi to zupełnie. Wiesz, dlaczego? Ja odniosłam sukces, bo z każdym miesiącem liczba moich podopiecznych rośnie. Wiem, że pomagam im zmienić swoją codzienność. Mój profil na Instagramie regularnie odwiedzają kobiety, dla których to, co robię i to co piszę jest ważne. Wiem, że pomagam. Wiem, że niektórym jestem po prostu potrzebna. W dodatku robię to, co naprawdę kocham i dzielę się tym, co naprawdę dla mnie ważne. Zaczęło się tak niewinnie, a zaprowadziło na naprawdę piękną drogę.

Ode mnie dla Ciebie

Szczególnie zależało mi na tym, aby ten wpis ukazał się właśnie dziś. Moją intencją nie jest bowiem przechwalanie się. Bynajmniej. Dziś jest „Dzień Szczęścia”. Tym artykułem chcę Ci przekazać i życzyć, żebyś nie czekała, nie zwlekała. Nie chcę, żebyś dłużej zagłuszała sygnały, jakie daje Ci Twoje serce, dusza, ciało, czy gdziekolwiek ten wewnętrzny głos umiejscowisz. Nie odkładaj nic na później. Trenuj uważność nie tylko na to, co na zewnętrz, ale także na to, co w środku Ciebie. Tego życzę Ci w dniu, od którego oczekiwałybyśmy wolności „ruchu”, ale rozsądek każde nam zostać w domu. Wykorzystaj ten czas na nadrabianie zaległości i „gaszenie bieżących pożarów”. Wykorzystaj jednak też ten czas, żeby chwilę ze sobą porozmawiać. Posłuchać tak, jak słucha się kojących dźwięków gry na fortepianie.

Pomogę Ci zadbać o siebie ucząc Cię troskliwej diety. Możemy wspólnie zbudować lepsze, przyjacielskie relacje z jedzeniem. Jestem bowiem święcie przekonana, że jedzenie to paliwo i od niego naprawdę mnóstwo się zaczyna. Tak, pomogę Ci zmienić Twoje życie, bo zadbam o to, żebyś nauczyła się czerpać energię z codzienności. Reszta jednak jest w Twoich rękach. Życzę Ci, żebyś była dla siebie priorytetem. Kiedy Ty będziesz zdrowa i silna, będziesz jeszcze bardziej dla swoich bliskich. Patrzyłaś na to kiedyś od tej strony? 

Jeden komentarz

  1. Ewa
    22 marca 2020
    Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą w każdym słowie. Dziękuję za inspirację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *